Doceniam i nie krytykuję kolorowania jako metody naukowej.
Natomiast mam opory w przypadku świecących neonowych ryb. A nawet kolorów pociętego na plasterki mózgu myszy. Za dużo w tym chrześcijańskiej pogardy i poczucia wyższości nabuzowanego nie miłością bliźniego tylko zimną kalkulacją i chciwością. Oczywiście zaraz ktoś napisze, że to dla dobra nauki. Ale chyba raczej dla dobra swoich publikacji i naukowej kariery. Nieco wolniejszy rozwój i więcej samokrytyki bardziej by mi przypadło do gustu. Co wcale nie znaczy, że tylko ja mam rację.
Na takim blogu jest chyba miejsce dla nieco innego spojrzenia.
↧
Autor: ZWO
↧